Otworzyć drzwi i zrobić pierwszy krok
Przyzwyczajamy się do myśli, że z wszystkim zdążymy, że na wszystko mamy jeszcze czas. Podobnie bywa w relacji z Bogiem. Zewnętrznie wszystko trwa swoim rytmem, a wewnątrz coraz mniej jest uważności i gotowości do zmiany.
Dzisiejsze słowo z Apokalipsy budzi nas z takiego uśpienia. Wspólnocie w Sardes Chrystus każe czuwać i umocnić to, co jeszcze pozostało przy życiu. Wspólnota w Laodycei słyszy mocne słowa o letniości. Jest przekonana o swoim bogactwie i samowystarczalności, podczas gdy jej rzeczywisty stan wymaga uzdrowienia. To ostrzeżenie dotyczy także człowieka wierzącego, który przestał pytać, czego Bóg oczekuje od niego dzisiaj.
W tym surowym wezwaniu słychać miłość. Chrystus upomina tych, których kocha. Staje u drzwi i puka. Zapowiada wspólną wieczerzę z tym, kto usłyszy Jego głos i otworzy. Nawet po długim czasie duchowego zaniedbania pozostaje możliwość spotkania. Trzeba jednak odpowiedzieć na Jego obecność.
Zacheusz odpowiada najpierw bardzo prostym gestem: chce zobaczyć Jezusa. Wychodzi z domu, biegnie naprzód, wspina się na drzewo. Był zwierzchnikiem celników i człowiekiem bogatym. Teraz zgadza się na wysiłek, który może wystawić go na śmieszność. Jezus dostrzega go, woła po imieniu i mówi, że chce zatrzymać się w jego domu. Zacheusz schodzi z pośpiechem i przyjmuje Go z radością.
To spotkanie ma konkretne następstwa. Zacheusz postanawia oddać połowę maj
Kontynuuj czytanie bez ograniczeń
Wykup odpowiedni dostęp, aby czytać i pobierać kazania.
Wybierz pakiet