Wspomnienia świętych

Kiedy Jezus przestaje być widzem naszego życia

Tematy:Powołanie

Z bezpiecznej odległości łatwiej przyglądać się ludziom. Można ich oceniać, słuchać, zachować własne zdanie i wrócić do swoich spraw. Zacheusz również chce zobaczyć Jezusa. Wchodzi na sykomorę, ponieważ tłum zasłania mu widok. Z drzewa może dobrze obserwować przechodzącego Nauczyciela. Wtedy Jezus zatrzymuje się, podnosi wzrok i zwraca się do niego po imieniu. Chce wejść do jego domu.

To chwila, w której kończy się samo przyglądanie. Zacheusz staje wobec zaproszenia wymagającego osobistej odpowiedzi. Ma zejść, przyjąć Gościa, otworzyć przed Nim swoją codzienność. Robi to z radością, choć ludzie wokół szemrają.

W Apokalipsie słyszymy dzisiaj słowa Chrystusa stojącego u drzwi i kołaczącego. Kieruje je do wspólnoty przekonanej o własnym bogactwie i samowystarczalności. Wcześniej wspólnocie w Sardes mówi o bolesnej różnicy między opinią, jaką się cieszy, a jej rzeczywistym stanem. Można uchodzić za żywego, a wewnętrznie zamierać. Można mówić, że niczego się nie potrzebuje, i nie dostrzegać własnej biedy.

Te słowa dotyczą także człowieka religijnego. Znamy modlitwy, przychodzimy na Mszę Świętą, potrafimy rozpoznać błędy innych. A jednak możemy pozostawiać Jezusowi miejsce widza. Pozwalamy Mu być obecnym, dopóki nie dotyka sposobu zarabiania, korzystania z pieniędzy, sprawowania władzy czy traktowania ludzi zależnych od nas.

Zacheusz otwiera właśnie te drzwi. Spotkanie z

Pełna treść dla abonentów

Kontynuuj czytanie bez ograniczeń

Wykup odpowiedni dostęp, aby czytać i pobierać kazania.

Wybierz pakiet