Pójść, zanim zobaczy się owoce
Jezus prosi Andrzeja o pierwszy krok, zanim pokaże mu owoce całej drogi. Nad jeziorem pada wezwanie, a przyszłość pozostaje otwarta. Są sieci, codzienna praca i spotkanie z Kimś, komu Andrzej postanawia zaufać.
Chcielibyśmy nieraz odwrócić tę kolejność. Najpierw upewnić się, że wysiłek przyniesie skutek, że wytrwamy, że nasza odpowiedź coś zmieni. Dopiero wtedy zaangażować się całym sobą. Tymczasem wezwanie Chrystusa dociera do człowieka pośród zajęć, zanim wszystkie pytania znajdą odpowiedź.
Dzisiejsza Ewangelia mówi o Andrzeju niewiele. Widzimy go przy pracy z bratem Szymonem. Jezus dostrzega ich obu i zaprasza, by poszli za Nim. Obiecuje uczynić ich rybakami ludzi. Andrzej zostawia sieci. Ten prosty gest ma ogromną wagę: dotychczasowy sposób życia ustępuje miejsca drodze, której kierunek będzie wyznaczał Chrystus. Apostoł będzie musiał się tej drogi uczyć, dzień po dniu.
Pierwsze czytanie pozwala zobaczyć także trud wpisany w powołanie. Sługa Pański wie, że Bóg wezwał go od początku, a jednak wypowiada bolesne słowa: „Próżno się trudziłem”. Można należeć do Boga i doświadczać zmęczenia. Można być wiernym otrzymanemu zadaniu i nie widzieć jego owoców. Taki moment sam w sobie nie przekreśla powołania.
Sługa powierza swój trud Panu. Właśnie w tej perspektywie słyszy o misji sięgającej dalej, niż mógłby sam przewidzieć: ma stać się światłością dla narodów. Bóg widzi
Kontynuuj czytanie bez ograniczeń
Wykup odpowiedni dostęp, aby czytać i pobierać kazania.
Wybierz pakiet