Zobaczyć Jezusa naprawdę
„Marność nad marnościami” — te mocne słowa Koheleta mogą brzmieć jak wyraz zniechęcenia. Autor patrzy na świat i dostrzega nieustanną powtarzalność: słońce wschodzi i zachodzi, wiatr krąży, rzeki płyną. Człowiek pracuje, podejmuje wysiłek, a mimo to kolejne dni bywają do siebie podobne. Łatwo wtedy zapytać: jaki to wszystko ma sens?
Takie doświadczenie nie jest nam obce. Wstajemy o podobnej porze, wykonujemy te same obowiązki, spotykamy tych samych ludzi, zmagamy się z powracającymi słabościami. Nawet modlitwa może stać się rutyną. Pojawia się zmęczenie i przekonanie, że nic się nie zmienia. Kohelet odważnie nazywa ten stan. Pokazuje, że rzeczy tego świata nie zaspokoją całego ludzkiego pragnienia. Każdy sukces przemija, każda nowość po pewnym czasie powszednieje, a owoc pracy może okazać się mniej trwały, niż oczekiwaliśmy.
Ewangelia ukazuje Heroda, który słyszy o Jezusie i jest zaniepokojony. Docierają do niego różne opinie: jedni mówią o Janie, inni o Eliaszu, jeszcze inni o którymś z dawnych proroków. Herod nie wie, co myśleć, dlatego pragnie zobaczyć Jezusa. Samo pragnienie zobaczenia może jednak oznaczać jedynie ciekawość. Można interesować się Chrystusem, słuchać wiadomości o Nim i zastanawiać się, kim jest, a mimo to nie otworzyć przed Nim własnego życia.
Herod pyta: „Kimże jest Ten?”. To ważne pytanie także dla nas. Odpowiedź nie może pozostać wyłącznie zasłys
Kontynuuj czytanie bez ograniczeń
Wykup odpowiedni dostęp, aby czytać i pobierać kazania.
Wybierz pakiet