XIX Niedziela Zwykła - Odwagi, to Ja jestem (chrzest)
Dzisiejsza liturgia słowa prowadzi nas przez doświadczenie lęku, zagubienia i niepewności.
Eliasz stoi na górze Horeb. Uczniowie przez całą noc walczą z przeciwnym wiatrem. Święty Paweł nosi w sercu wielki ból z powodu swoich rodaków. Każdy z nich przeżywa coś trudnego. A jednak w każdej z tych historii obecny jest Bóg. Przychodzi jednak inaczej, niż człowiek mógłby się spodziewać.
Eliasz gorliwie walczył o wierność Izraela. Teraz jest zmęczony, przestraszony i zagrożony. Na górze doświadcza gwałtownego wichru, trzęsienia ziemi i ognia. Boga rozpoznaje jednak dopiero w łagodnym powiewie.
To ważna lekcja również dla nas. Często oczekujemy, że Bóg rozwiąże nasze problemy natychmiast. Że usunie każdą przeszkodę i da nam wyraźny znak, którego nie sposób przeoczyć.
Tymczasem Pan nieraz przychodzi bardzo cicho. Przez słowo, które porusza sumienie. Przez człowieka, który podaje nam rękę. Przez cierpliwość potrzebną, aby przetrwać trudny czas. Albo przez modlitwę, podczas której na zewnątrz niewiele się dzieje, ale w sercu powoli zaczyna rodzić się pokój.
Cisza Boga nie oznacza Jego nieobecności. Jego łagodność nie oznacza bezsilności. Bóg nie musi krzyczeć, aby być blisko.
My jednak musimy nauczyć się słuchać. Jeśli każdy nasz dzień wypełniają hałas, pośpiech i nieustanne napięcie, łatwo przeoczyć delikatne wezwanie Pana. Dlatego warto znaleźć choć kilka minut na spo
Kontynuuj czytanie bez ograniczeń
Wykup odpowiedni dostęp, aby czytać i pobierać kazania.
Wybierz pakiet